poniedziałek, 28 maja 2012

Dzikie jedzenie

Wróciłam ze spotkań i ominął mnie kiermasz, miałam więc całkiem wolną niedzielę i postanowiłam nieco odpocząć. Madzia przysłała mi zaproszenie na... warsztaty dzikiego jedzenia.

Kiedy je przeczytałam, pomyślałam, że dziko jeść przecież już umiem. Można się o tym przekonać, kiedy np. wracam ze spotkań. ;-)

Okazało się jednak, że chodzi o jedzenie, które można znaleźć na łąkach, w parkach, czy na trawnikach przed blokiem. Co prawda we mnie nigdy nie pociągała idea zbierania szczawiu na zupę czy szpinaku w osiedlowym parku, który służy za toaletę wszystkim okolicznym psom oraz mniej kulturalnej części mieszkańców. Postanowiłam jednak przejść się tam, zobaczyć, co też jadalnego rośnie w warszawskich parkach.

Może mi się to przyda do jakiejś książki - pomyślałam. - A jeśli czytelnictwo nadal będzie spadać, piractwo książkowe - rosnąć, a ja nie znajdę innej pracy taka wiedza może okazać się całkiem przydatna... ;-)

Uczestnicy spaceru spotkali się w parku za Muzeum Narodowym. Było ich dużo, a prowadząca mówiła niewiele, bo starała się mówić po polsku, który nie był jej pierwszym językiem. ;-)

Trochę mi zabrakło ciekawej i wciągającej narracji, ale może to dlatego, że zdarzało mi się wędrować po krzakach z zapalonymi przyrodnikami, którzy świetnie opowiadają. No i przekonałam się, że wiele wiedzy o ziołach (bo tam o ziołach głównie było) można znaleźć w internecie czy w starych książkach.

Jednak warto było się wybrać na spacer w uroczy majowy poranek, także po to, żeby zrobić te zdjęcia.

O samych ziołach poczytacie na blogu Madzi.

Madzia
Madzia vs bluszczyk kurdybanek ;-)



sobota, 26 maja 2012

Zdjęcie od Maćka

Zdjęcie obok zrobił szóstoklasista - Maciek Skwarek.

Podszedł do mnie po spotkaniu w Staninie i spytał, czy może zrobić zdjęcie dla szkoły. Spytałam, czy mógłby mi je przesłać, żebym mogła umieścić jakieś zdjęcia ze spotkania także na mojej stronie. Maciek wziął mój adres i kiedy wróciłam do domu, w skrzynce czekało już zdjęcie. Była do niego dołączona profesjonalnie napisana zgoda na publikację na stronie i ewentualną edycję zdjęcia.

Maciek zostawił też kontakty do siebie w różnych mediach społecznościowych.

Pełen profesjonalizm, z jakim rzadko można się spotkać u dorosłych. Tak trzymaj, Maciek!

Więcej zdjęć ze spotkań - wkrótce!

czwartek, 24 maja 2012

Recenzować, czy nie recenzować? Oto jest pytanie!

Od czternastu (tak, tak!) lat recenzuję książki w internecie. Pisałam recenzje do najstarszego polskiego magazynu internetowego Reporter.pl, a potem do wielu innych serwisów z Juniorem i Amanitą na czele. Pisałam także do prasy tradycyjnej.

Na początku pisałam o książkach, które mi się podobały i o tych, które mnie rozczarowały albo wręcz nie dało się ich czytać. Te drugie recenzje były chętniej czytane. ;-) Niektórzy pisali, że bardzo lubią czytać, jak się nad czymś pastwię.

Skończyłam z tym, kiedy sama zaczęłam pisać książki.

Miałam poczucie, że skoro sama zostałam pisarką, to jestem w jednej gildii ze wszystkimi innymi pisarzami i nie mogę ich publicznie krytykować, nawet jeśli nie podobają mi się ich książki.

Od tamtej pory przestałam pisać o książkach, których nikomu nie poleciłabym i pisałam tylko o tych, które mi się spodobały. Doszłam do wniosku, że o tych, które uważam za naprawdę nieciekawe szkoda pisać nawet gorzkiej prawdy. Zawsze to jakaś wzmianka, a w dzisiejszych czasach tak się jakoś poprzestawiało, że nieważne, co piszą, ważne, żeby pisali.

Sława dobra, czy zła? Nieważne! Ważne, ze sława.

Teraz zastanawiam się, czy recenzować książki na moim blogu, ale tutaj też chciałabym tylko polecać te dobre (moim skromnym zdaniem). Tylko czy wtedy mój blog nie będzie sprawiać wrażenia jeszcze jednego z tych, które z tych, czy innych powodów, chwalą wszystko, co dostają?

Jak sądzicie? Czy warto pisać tylko dobre rzeczy, tylko o dobrych* książkach?


* Według moich kryteriów ;-D

wtorek, 22 maja 2012

Wielka Gra

"Wielka Gra" to konkurs rozgrywany w Inowrocławiu od 21 lat.Imponująca tradycja, a na dodatek konkurs ma niesamowicie wysoki poziom. Kiedy zobaczyłam, jak szczegółowe są pytania - zastanawiałam się, kto zdoła na nie odpowiedzieć, a później okazało się, że prawie uczestnicy to potrafią!

Jednym z trzech tematów tegorocznej "Wielkiej Gry" były moje książki. Myślę, że to wielki zaszczyt. :-)

W dodatku zostałam zaproszona do jury i już na widok listy pytań na temat moich książek zrzedła mi mina. Były tak dokładne, że nie wiem, czy sama w ogóle przeszłabym eliminacje do tego konkursu... Choć sama to przecież napisałam...

Książki mają po 260-360 stron i jest ich pięć - sporo czytania, prawda? A pytania dotyczyły poszczególnych zdań i to takich w rodzaju "Jakie ubrania oddała mama Moniki?", "Jakie buty nosiła Alicja?", "W jakim kolorze była garsonka babci Gieni?" albo "Gdzie mama Moniki trzymała pudełko z pamiątkami?".

Kiedy usłyszałam, że na to ostatnie pytanie jedna z uczestniczek odpowiada "W szafie, obok pudełka z robótkami", musiałam mieć ciekawą minę... Sama tego nie pamiętałam. :-)

Nie pamiętałam też koloru garsonki babci i płaszcza, który oddała mama Moniki. Uczestniczki to wiedziały!

Po rozgrywce powiedziały mi, że w ramach przygotowań do konkursu, zrobiły sobie kilkaset takich szczegółowych pytań...

Dziewczyny jestem pod wrażeniem Waszej wiedzy! Podziwiam dokładność, z jaką czytacie książki.

To samo zresztą dotyczy uczestników z dwóch pozostałych grup wiekowych. Najmłodsze dzieci wykazały niesamowitą znajomość książek Jana Karpa, a najstarsi zawodnicy - mitologii i książek Ricka Riordana.

Świetnie, że są ludzie, którzy tyle czytają i z takim zainteresowaniem. I że są dla nich organizowane takie konkursy!

Bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu.
Za zdjęcia z "Wielkiej Gry" dziękuję Pani Annie.
 
Laureaci z dyplomami

Prowadząca p. Anna Batkowska i jury

Uczestnicy z rodzicami

Najmłodsi uczestnicy konkursu

Uczestniczki konkursu na temat "Dzienników Ani Szuch"

...pod obstrzałem fleszy ;-)

Uczestnicy konkursu na temat książek Ricka Riordana

Numery pytań były losowane w opakowaniach po "jajkach z niespodzianką"

Martynka odbiera nagrodę.

 

Spotkania w Inowrocławiu

W Inowrocławiu, zaraz po przyjeździe, spotkałam się z dwiema grupami młodzieży. Najpierw w bibliotece "Tajemniczy ogród", która jest jedną z najciekawiej urządzonych bibliotek, jakie widziałam. Poza stylowymi dekoracjami, są tam zaprojektowane specjalnie dla biblioteki meble - na tyle ciężkie, że dzieci nie mogą ich przewracać czy rzucać nimi. wśród nich krzesełko Muminek i Włóczykij. Jest też basen z kolorowymi kulkami, do którego najmłodsi czytelnicy mogą sobie skakać pomiędzy lekturami.

W moim spotkaniu uczestniczyli jednak starsi czytelnicy, z którymi rozmawialiśmy o książkach - głównie o fantastyce. Młodzież chętnie czyta fantastykę - na spotkaniach odnoszę wrażenie, że jest to ulubiony gatunek tej grupy wiekowej. Zastanawiam się więc, czemu tylu wydawców tak niechętnie podchodzi do fantastyki...

Padało wiele ciekawych pytań o książki, o to, czy powinny być one w jakiś sposób dobierane czy sprawdzane przez rodziców, a nawet o to, czy z czytaniem można przesadzić. ;-)

Później pojechałam do Filii nr 2, gdzie spotkałam się z uczniami szkoły integracyjnej. Tam uczestnicy zadawali bardziej osobiste pytania - na przykład czy lubię sport. ;-) Przede wszystkim jednak rozmawialiśmy o książkach.

Niektórych uczestników spotkań miałam okazję zobaczyć jeszcze następnego dnia, podczas "Wielkiej gry".

Za zdjęcia dziękuję Paniom Annie Kończal  i Annie Batkowskiej.

W "Tajemniczym ogrodzie"

Uczestnicy spotkania w filii nr 2


poniedziałek, 21 maja 2012

Inowrocław


Właśnie wróciłam z Inowrocławia, ze spotkań autorskich oraz konkursu "Wielka Gra", w którym jednym z tematów były... moje książki. :-) O konkursie i spotkaniach napisze, gdy dotrą do mnie zdjęcia z tych wydarzeń, a tymczasem pokażę wam trochę zdjęć z Inowrocławia.

W pociągu jechała ze mną pani, która strasznie narzekała na to miasto. Że takie brzydkie, okropne wprost i paskudne.

- Na pewno nie będzie się pani podobało! - uprzedzała mnie. - Jest takie przygnębiające...

Co ciekawe: ta pani była z Inowrocławia. :-)

Kiedy dojechałam na miejsce byłam zdziwiona, bo nie zobaczyłam niczego brzydkiego i paskudnego, a wprost przeciwnie. Co prawda byłam tylko w centrum i części uzdrowiskowej, nie zdążyłam zwiedzić nic więcej, ale... mnie się podobało.

Ciekawa architektura, dużo modernistycznych willi, niektóre zniszczone, ale tak "malowniczo". Do tego piękny park i tężnia... Żałowałam, że nie wzięłam aparatu, ale okazało się, że ten w telefonie też może się przydać, w wypadku braku innych możliwości.








czwartek, 17 maja 2012

Wywiad dla "Między nami trzynastkami"


Jakiś czas temu napisały do mnie Ola Balak i Marcela Lesiczka, prosząc mnie o udzielenie wywiadu do... gazetki, którą przygotowują na konkurs.

Gotową gazetkę pod tytułem "Między nami trzynastkami" dostałam i jestem pod wrażeniem! Wcale się nie dziwię, że dziewczyny wygrały konkurs. Zrobiły kawał świetnej roboty!

Oto wywiad, który przeprowadziły te dwie dziewczyny z fantazją:

Zdjęcie udostępniły Ola i Marcela
 Dlaczego została Pani pisarką?

Hm... nie udało mi się zostać strażniczką w afrykańskim rezerwacie lwów, międzyplanetarną wojowniczką ani gwiazdą rocka, więc musiałam się zająć czymś innym... ;-)

A tak naprawdę, żebym została pisarką, musiało wydarzyć się kilka rzeczy: po pierwsze - chciałam pisać książki, po drugie - znalazły się wydawnictwa, które chciały je wydać, potem czytelnicy i krytycy przyjęli je dobrze, więc mogły powstać kolejne książki...

Skąd bierze Pani pomysły na kolejne książki?

Pomysły podsuwają mi codzienne wydarzenia, przeczytane i zasłyszane opowieści, różne przemyślenia.

Pisząc książki poszukuje się nie tylko pomysłu na fabułę, ale też na to, w jaki sposób historia zostanie opowiedziana. Na przykład czy będzie mieć (lubianą przez młodzież) formę pamiętnika, czy jakąś inną? Staram się przemyśleć nie tylko postacie bohaterów, kolejność wydarzeń w książce i ich okoliczności, ale też nadać całości jakąś ciekawą formę. Coś, co zaintryguje czytelników i zachęci ich do czytania.

W najnowszej książce bohaterka, która wychowała się w kiosku z gazetami i "żyje" kolorową prasą wyobraża sobie, że jest kimś, o kim piszą gazety i opowiada swoje przygody w formie artykułów z kolorowego magazynu.

W swoich książkach bardzo wiernie przedstawia Pani problemy współczesnych nastolatek, ich relacje z nauczycielami, rodzicami. Skąd tyle Pani o nich wie?

Dawno, dawno temu (dla Was pewnie gdzieś pomiędzy jurą a kredą ;-P) też byłam nastolatką. Trochę pamiętam z tamtych czasów, tak "jak przez mgłę", ale pisałam wtedy pamiętniki i dzięki nim przetrwało trochę moich wspomnień!

Poza tym pracowałam i czasem nadal pracuję z nastolatkami. Myślę, że te współczesne, nie różnią się od tych z "moich czasów". W gruncie rzeczy chyba od zarania dziejów nastolatki były takie same, tylko żyły w innych warunkach i dlatego różnie się zachowywały. Współczesne nastolatki mają mniej obowiązków niż w było to jeszcze dwadzieścia lat temu.

Kiedyś mieliśmy więcej obowiązków i wymagano od nas więcej odpowiedzialności, ale cieszyliśmy się znacznie większą wolnością. Rodzice nie zaprowadzali nas i nie odbierali ze szkoły tak długo, jak ma to miejsce teraz. Nie trzeba było zapewniać już całkiem podrośniętym dzieciom opiekę, organizować im czas, tak jak teraz.

Myślę, że byliśmy bardziej samodzielni niż współczesne nastolatki, choć zapewne mniej niż wcześniejsze pokolenia. Znacznie więcej czasu spędzaliśmy poza domem. Dzięki temu prowadziliśmy chyba bogatsze życie towarzyskie, nie "na fejsie", czy innych stronach tego rodzaju, tylko "w realu". Nie było internetu, komórek, nawet telefonów, aby się spotkać z przyjaciółmi, trzeba było wyjść i chciało się wychodzić z domu - to chyba największa różnica, jaką obserwuję. Teraz niektóre nastolatki nie lubią opuszczać domu (i komputera), za moich czasów każdy tylko patrzył, żeby gdzieś się wyrwać! ;-)

"Książka najwierniejszym towarzyszem w podróży życia"- czy myśli Pani, że współczesna młodsza młodzież ( w wieku 13 plus) chętnie sięga po książki, oczywiście poza koniecznością przeczytania lektur szkolnych?

W Polsce ludzie niestety czytają bardzo mało, ale mam wrażenie, ze młodzież i tak czyta więcej niż dorośli. Choć mówi się, że właśnie nastolatki mało czytają, dorośli czytają jeszcze mniej. Dlatego często ich dzieci też nie sięgają po książki, czasem nawet nie mają ich w domu i nie wiedzą, gdzie jest najbliższa biblioteka.

Zwykle ludzie tłumaczą, że nie mają czasu na czytanie, ale znaczna część tych, którzy tak mówią znajduje czas np. na śledzenie kilkunastu telenowel, programów rozrywkowych, czy plotek w brukowcach. Myślę, że właśnie to zastąpiło książki wielu ludziom. Trochę szkoda, ale to ich wybór.

W jaki sposób w dzisiejszych czasach można zachęcać nastolatki do czytania książek?

Niedawno rozmawiałam ze specjalistką od promocji literatury młodzieżowej w jednym z wydawnictw. Powiedziała, że nawet nie ma gdzie reklamować książek dla nastolatków, bo w telewizji i prasie dla młodzieży nie chcą o tym pisać. Uważają, że młodzież interesuje tylko muzyka pop, nowe kosmetyki, ciuchy i plotki. Chyba nie najlepsze zdanie o Was mają... ;-)

Na szczęście jest jeszcze internet, w którym niezależnie od takich mediów, nastolatki mogą same polecać sobie książki i dzielić się opiniami na ich temat. Jest trochę stron, przeznaczonych dla nastolatków, które wymagają czegoś więcej niż fotki "celebrytek" w nowych pantalonach czy berecikach. ;-) Czasem recenzuję książki dla młodzieży na stronach portali amanita.pl i junior.reporter.pl

Są też książkowe serwisy społecznościowe, fora i blogi. Tam można spotkać wielu młodych ludzi, dlatego myślę, że internet pomaga czytelnictwu, a nie osłabia je.

Dlaczego wybrała Pani akurat Anię na narratorkę swoich powieści?

Kiedy zdecydowałam się na powieść dla młodzieży, utrzymaną w formie pamiętnika nastolatki, wiedziałam, że musi to być ktoś, kto umie opowiadać: gaduła, obserwator, a przede wszystkim osoba, która będzie zrozumiale i poprawnie formułować zdania i posługiwać się dużym zasobem słownictwa. Dlatego Ania jest bystrą i oczytaną dziewczyną. Niektórzy zarzucają mi, że ma zbyt bogaty słownik jak na nastolatkę. Moim zdaniem nastolatki, które dużo czytają, mają bogaty słownik.

Nie zgadzam się też, że dla młodzieży należy pisać prostym językiem. Myślę, że właśnie z książek nastolatki mogą nauczyć się nowych słów i zwrotów. Bogate słownictwo i umiejętność wypowiadania się przydaje się w życiu, nie tylko podczas czytania, czy w szkole. Człowiek, który precyzyjnie się wypowiada lepiej sobie poradzi w kontaktach z innymi ludźmi i w ogóle w życiu. To jeszcze jeden z powodów, dla których warto czytać.

Czy przygody bohaterów są wzorowane na Pani własnych przeżyciach?

To fikcja literacka. ;-) Choć niektóre sceny zostały zainspirowane inspirowane prawdziwymi przygodami. Nie opowiadam ich dokładnie tak, jak wyglądały w rzeczywistości - zawsze coś zmieniam.

Czy chciałaby Pani kiedyś spotkać bohaterki swoich książek?

Może lepiej nie... ;-)
Chyba nie najlepiej świadczyłoby o moim zdrowiu psychicznym, gdybym zaczęła się z nimi spotykać.

Ale gdybym była nastolatką, mogłabym mieć takich przyjaciół.

Z którą z bohaterek swojej książki: Anią, Blondi, Niką czy Paulą zaprzyjaźniłaby się Pani, gdyby mieszkała w ich bloku i dlaczego?

Będąc nastolatką, chyba najlepiej dogadałabym się z Anią, bo też byłam molem książkowym, ale z pozostałymi osobami też mogłabym się przyjaźnić.

Czy jest Pani Marzycielką?

Do owego stowarzyszenia z mojej książki nie należałam, bo... naprawdę go nie było. ;-) Ale chyba jestem marzycielką, a nawet Marzycielką, jak wszyscy ludzie z fantazją.

W jaki sposób wymyśla Pani tytuły swoich opowieści?

Z tym bywa różnie: czasem tytuł sam "przychodzi do mnie", a czasami muszę nad nim pomyśleć. Większość tytułów wymyśliłam, kiedy książki już były gotowe, ale na przykład tytuł "Miłość ci wszystko wyPaczy" miałam w głowie chyba jeszcze przed napisaniem "Trzynastki na karku".

Czy szykuje Pani dla nas nową niespodziankę w postaci książki?

Tak i to już wkrótce. Nowa książka ukaże się albo jeszcze w kwietniu, abo pod koniec maja. Jej bohaterowie są starsi niż ci, znani z serii nowohuckiej. Główna bohaterka jest prawie pełnoletnia. Jest też inna niż Ania, czy Karolina.

Czy mogłaby zdradzić Pani naszym czytelnikom o czym ona będzie?

Siedemnastoletnia Vanessa wychowała się w kiosku z gazetami. Nauczyła się czytać na pisanych wielkimi literami tytułach w rodzaju „Kosmici płoszą mi kury” i z gazet przyzwyczaiła się czerpać wiedzę o świecie. Nawet swoje życie wyobraża sobie jako kolorowy magazyn.

Pewnego dnia poznaje sąsiadkę – tajemniczą starszą kobietę, która tak bardzo różni się od znanych jej z otoczenia i z gazet „emerytek”, że zaczyna ją fascynować. Nie ma telewizora, a jej mieszkanie wypełniają książki, które Vanessa uważa za zdecydowanie zbyt długie, żeby nadawały się do czytania...

Czy jakaś nagroda, recenzja Pani książek jest dla Pani szczególnie cenna? Jeśli tak, to która i dlaczego?

Najbardziej cenię sobie recenzje osób, które świetnie znają się na książkach. Pamiętam, jak ucieszyły mnie pozytywne recenzje Ewy Grudy i Doroty Koman. Wielką radość sprawiły mi też wyróżnienie w konkursie im. Astrid Lindgren i nagroda im. Kornela Makuszyńskiego, przyznane przez jury, którym przewodniczyła Joanna Papuzińska - jej książka, "Tygryski" była jedną z ulubionych książek mojego dzieciństwa, pierwszą, którą zapamiętałam jako samodzielnie przeczytaną. Wychowałam się na jej tekstach, więc to było takie fajne: poznać ją na żywo, dowiedzieć się, że docenia to, co robię. W dodatku nagroda Makuszyńskiego świetnie wygląda - ciężka, monumentalna statuetka Koziołka Matołka - wygląda tak mrocznie i złowrogo!

Bardzo sobie cenię recenzje nastolatków, zamieszczane w takich gazetkach jak Wasza i na blogach. Uważam, że to fantastyczne, że młodzi ludzie, zupełnie bezinteresownie poświęcają swój czas, żeby zachęcić (albo zniechęcić) innych do przeczytania książek. Kiedy piszą, że moje książki im się podobają, bardzo się cieszę, bo te książki przede wszystkim im powinny się podobać.